Blog

Chille

Wpisany przez Administrator wtorek, 29 listopada 2011 12:21

W Chile spedzilem zaledwie tydzien. Caly czas w drodze, w otoczeniu pustyni, piekne krajobrazy, palace slonce i wspaniali kierowcy ciezarowek, dzieki ktorym mialem okazje probowac specjalow lokalnej kuchni.

Posrodku pustyni brama wstepu do krainy Chile. Najblizsze miasteczko w odleglosci okolo 200km, a poza tym tyko piasek, slone jeziora, gory i powiew swiezego pustynnego powietrza.

Za kilka minut para widoczna na zdjeciu, widzac moja zaklopotana twarz zaproponuje mi pomoc w znalezieniu transportu przez pustynie, co skonczy sie darmowa przejazdzka do miasta Calama i smacznym obiadkiem  :)

Jedno z wielu slonych jeziora w okolicach Parku Narodowego Alto Loa


Nie ma to jak przyjazny kierowca ciezarowki, jednak byloby lepiej gdyby nie byl pod wplywem i nie bawil sie podczas podrozy 30 cm nozem :)

Oczekiwanie na okazje, czyli kilka godzin w palacym sloncu


Kolacja, czyli owsianka z chinska zupka na zimno :) - cudo!

Ostatnie promienie slonca, nadchodzi upragniony chlod nocy.


Droga... uwielbiam



Droga przez Andy i przejscie graniczne, za chwile juz w Argentynie



Kilka zdjec wiecej znajdziecie na http://placeknow.com/user/onemantrip-41.html

 

Boliwia

Wpisany przez Administrator niedziela, 27 listopada 2011 04:14

Granica Peru - Boliwia. Szczegolowa kontrola graniczna - szczesliwie tylko plecaka, czyli cos do czego juz przywyklem. Chwile pozniej dlugie negocjacje ceny biletu autobusowego, ktore nic nie daly i placac cene kilkadziesiat procent wieksza niz powinienem rozsiadam sie moim srodku transportu. Autobus, ktorego wyglad wskazuje na conajmniej 50 lat, trzymal sie w jednym kawalku chyba tylko dzieki nowemu lakierowi. W srodku scisk, halas i pelno zyczliwych usmiechow zainteresowanych wspoltowarzyszy podrozy. Po godzinie jazdy drogami, ktore o juz nie robia na mnie wrazenia – dziura na dziurze i ciagle bujanie, wazne ze „bezpiecznie” i w kierunku jaki sobie zalozylem.

Zanim dotarlem do La Paz, czyli stolicy Boliwii trafilem do Tiwanaku, w ktorym znajduje sie Puertal del Sol, kamienna konstrukcja powstala okolo 1500 r.p.n.e, na wysokosci okolo 3800 m.n.p.m..

Pech chcial, ze dotarlem w okolice muzeum juz po zamknieciu jego wrot dla zwiedzajacych i jedyne co moglem zrobic to pocalowac klamke. Cena wstepu nie zachwycala 25 dolarow– ktos tam chyba zwariowal, wiec moze i lepiej ze bylo zamkniete. Krotki spacer po okolicy, szybki rzut okiem nac zabytek zza ogrodzenia, „dyskusja” (dosc niegrzeczna) z dwoma Boliwijczykami, ktorzy znanym mi wzrokiem spogladali na moj plecak, poszukiwania transportu i ruszam w kierunku stolicy.

Znalezienie miejsca na namiot nie nalezy do jakis nadzwyczajnych wyzwan. Boliwia zapewnia duzo przestrzeni, gdzie wieczorem, przez nikogo niezauwazonym mozna spokojnie spedzic noc. Jedyny problem to wszechobecne dzikie psy, ktore walesaja sie w okolicach drog. Szczesliwie poki co nie musze wchodzic z nimi w blizsze kontakty, ktore prawdopodobnie nie skonczylyby sie zbyt dobrze dla mojej osoby. Niewielki problem pojawial sie tylko w nocy, gdy pecherz dawal znac, ze czas na pozbycie sie jego zawartosci, a dookola namiotu slychac bylo wczesniej wspomniane zwierzatka... czyli trzymamy do rana.

 

Centrum La Paz to jedno wielkie targowisko, setki sklepow, straganow i tysiace osob. Szczegolny podziw wzbudzalii tragarze,przenoszac pomiedzy uliczkami raz w gore, raz w dol (La Paz polozone jest jest na wzgorzach) gigantyczne ilosci towarow.

Targ czarownic, czyli jedno z tych magicznych miejsc, ktore pamieta sie na dlugo. Polozone w centrum, posrod dzieisatek uliczek, pelne kobiet sprzedajacych przyprawy, ziola, suszone male lamy, a jesliby porozmawiac troszke dluzej z jedna z bardziej otwartych osob to mozna dowiedziec sie, ze mozna tam  rowzniez nabyc roznego rodzaju medykamenty lokalnej produkcji, pelne naturalnych skladnikow i dobre na kazda przypadlosc – chorobe, milosc, zazdrosc czy nienawisc.

Liscie koki, w wielu miejcach na swiecie kojarzone tylko z przemyslem narkotykowym, w rejonie Boliwii albo Peru sa czyms calkowicie normalnym, uzywanym przez kazdego bez znaczenia na wiek czy plec. Dzialaie jest wilostronnne, zwalczaj bol glowy, pomagaj na chorobe wysokogorska, odejmuje zmeczenie. Niezastapiona roslina w regionie gdzie wysokosc terenu powyzej 3500 mnpm.W mojej opini niezbyt smaczna, ale po kilku dniach mozna sie przyzwyczaic, jest nieszkodliwa dla organizmu, a napewno nie bardziej niz kawa, czy napoje energetyczne tak czesto uzywane przez „”cywilizowane” narody.  Co ciekawe liscie koki byly zabronione w Boliwii przez wiele lat, kiedy to kraj bral udzial w kampani inspirowanej przez USA, a polegajacej na likwidacji upraw. Dopiero t Evo Morales, pierwszy prezydent wywodzacy sie z ludu idian Ajmarow, chcac zdobyc przychylnosc chlopow, robiac na zlosc Amerykanom, i chcac rozwianac galaz przemyslu, ktora przez wieki istaniala w tym regionie przywrocil te rosline do obiegu na rynku. (zrobil jeszcze kilka innych rzeczy, jak np. nacjonalizacja wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego)

 Targ czarownic i suszone zarodki lamy, ktore podobno sa amuletami szczescia.


Rejon Salar de Uyuni, w oczekiwaniu na autobus, ktory nigdy nie przyjechal. Kilkanascie minut wczesniej zrezygnowalem z planow pieszej wycieczki przez pustynie. Stalo sie to za sprawa kilku atakow dzikich psow, z opresji szczesliwie udalo mi sie wyjsc calo -  wszystko dziekie twardym butom idealnie pasujacym do pyska psa i torbie pelnej butelek wody – bron idealna :)


Nocleg na stacji kolejowej w Uyuni, jedno z wielu dziwnych miejsc do odpoczynku, najwaznijesze ze bzpiecznie i wygodnie. Przesiedzialem tam jakies 15 godzin. Na zewnatrz burza piaskowa. Za zdjecie dziekuje Silvii i Vasco


Prtzejscie graniczne Boliwia - Chile, gdzie piekno pustyni powala na kolana. Maly budynek , zrujnowany pociag, kilku handlarzy i pustynia dookola... jeszcze tam wroce.


Wiecej fotek na

http://placeknow.com/user/onemantrip-41/bolivia/3911925-la_paz.html

   

Strona 7 z 61

<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>
joomla template