Indonezja

Dwa miesiace na Australijskiej farmie juz za mna... bylo ciezko, ale jeszcze  zyje.

Najwazniejsze, ze w kieszeni siedza pieniazki i czekaja, az wymienie je na dobra, niedostepne dla mnie przez ostatnie 22 miesiace, a ze Azja jest tania to bedzie tego troche! Witajcie papierosy, piwo, czekolado, kawo, obiedzie o smaku innym niz owsianka, nocy w hostelu, itd...

(W ciagu ostatnich 22 miesiecy spedzilem w hostelu zaledwie 7 nocy i to tylko daltego, iz bylem chory)

(Farma na ktorej zarabialem ma bagatela 22 000 h. Dojazd do miejsca pracy zajmowal mi 1 godzine. Ryzyko utraty zycia - wysokie. Zarobki - niskie. najczesciej spotykane zwierze - Brazowa Kobra Krolewska)


Przylecialem na Bali, do Kuty, najbardzij imprezowego meijsca w Indonezji... 3 godziny i juz mam dosc tlumow Australijskich i Amerykanskich turystow, ktorym tylko jedno w glowie. Czas uciekac!

Na zdjeciu najlepszy papaieros jaki palilem w zyciu, jesli ktos wybiera sie  do Indoenzji to poprosze o kilka paczek tego cuda.


Poszukiwania taniego hostelu trwaly dlugo i nie przyniosly oczekiwanego rezultatu. Minie jeszcze troche czasu zanim naucze sie wyszukiwac tanie hostele, poki co 9 dolarow za noc - czyt. jest drogo.

Zaledwie kilka godzin po przyjezdzie okazuje sie, ze zostane na Bali dluzej niz oczekiwalem, nastepnego dnia zaczyna sie swieto Nyepi czyli "Dzien Ciszy", poprzedzony "Dniem Halasu"... co oznacza, ze wszystko, wlacznie z lotniskiem, hotelami, restauracjami, transportem meijskim, itd. bedzie zamkniete (o szczegolach za chwile)

Nie narzekam, nie ma co sie denerwowac, nigdzie mis ie nei spieszy, zatem relaksuje sie na lezaku przed hostelem i czekam az cos ciekawego sie wydarzy. Hostel okzuje sie genialny, rodzinna atmosfera, kilka darmowych posilkow, kawa, piwko i wieczorne imprezy z wlascicielami, a wszystko w cenie 9 dolarow za dobe :)


Nyepi czyli, tak w skrocie,  swieto ciszy i poprzedzajace je swieto halasu, czas zabaw, parad ulicznych i fajerwerkow. Mieszkancy miast i wiosek zorganizowani w stowarzyszeniach, przez wiele miesiecy tworza posagi oraz ukladaja fabule przedstawien dotyczacych hinduskiej religii. Dzien przed swietem Nyepi, przed dniem ciczy, odbywaja sie parady  ulicami miast. Kolorowe stroje, posagi bogow, muzyka, scenki z mitologii, fajerwerki i ulice pelne mieszkancow oraz turystow.













Dzien Ciszy nie zapowiadal atrakcji. Wszystko pozamykane, hostele, restauracje i puby pozasłaniane kurtynami, tak aby nie bylo widac co robia w srodku goscie. Nawet okna hosteli i domow zostaly zasloniete tekturowymi kartonami, tak aby nie bylo widac swiatla palonego w srodku... i jeszcze ta cisza, nie slychac muzyki ani samochodow. Tylko odglosy psow gdzies w oddali.

Postanowilem wybrac sie na spacer... ominalem barykade zastawiajaca wejscie i wyszedlem na ulice. Miasto przypominalo  film katastroficzny, puste i ciche ulice, gdzie tylko kawalek papieru unosi sie w powietrzy napedzany podmuchem wiatru.  Kilka minut pozniej uslyszalem szept zza jednej z kurtyn - ktos mowil - idz do hotelu, wracaj do siebie, nie mozesz byc na ulicy, mozesz miec duzo problemow, wracaj! Wrocilem. Po drodze spotkalem ejszcze dwoch mezczyzn na rowerach, ktorzyz groznymi minami tlumaczyli mi cos w ichniejszym jezyku - nie zrozumialem, usmiechnalem sie i szybko ewakuowalem do hostelu. Tam tez dzieki wlascicielowi udalo mi sie dowiedziec, ze jakims cudem uniknalem aresztu, gigantycznej kary pienieznej i cholera wie czego jeszcze:) Mezczyzni spotkani po drodze byli strznikami religijnymi, ktorzy pilnowali przestrzegania zasad swieta Nyepi. Szczesliwie dla mnei okazali sie laskawi :)

Zaraz po zakonczeniu swieta udalem sie w droge do Yogyakarta, kultorowego centrum Indonezji.

Norma w krajach azjatyckich jest to, ze zaraz po poznaniu ( pierwsze 30 sekund) obcokrajowcow pyta sie o imie, wiek, stan cywilny i kontakt na facebooku :) Z tymi  trzema panami rozmawialem cala minute i sa juz moimi facebookowymi "przyjaciolm" 


Dee, ktora poznalem w sklepie spożywczym i spedzilem z nia nastepne 2 dni podziwiajac kulture Indoenzji


oraz regionalne przysmaki


Prambanan - Zespol swiatnynny polozony niedaleko Yogyakarta.

Stalem sie tam atrakcja kilku wycieczek (wygladam jak David Beckham:)))))

liczba zdjec z miejscowymi - okolo 90 sztuk, plus kilka grupowych:)






smażony nietoperz - cudo !



Stacja benzynowa :)



Komentarze (3)
?
1 poniedziałek, 24 września 2012 22:11
ania
palisz?
$$$
2 poniedziałek, 24 września 2012 23:28
Beata
Trzeba bylo kasowac za te fotki. Tak za darmo pozowales?:)
;)
3 sobota, 27 października 2012 08:06
Natalia
Na bloga trafiłam przypadkiem. Jestem oczarowana Pańską podróżą. Ile razy człowiek siedząc w cuchnącej potem i drogimi perfumami korporacji marzy by rzucić to wszystko w cholerę, spakować w mały plecak zapasową parę gaci i szczoteczkę do zębów i ruszyć w świat. Bez gadżetów - telefonów, laptopów, targetów. Zabierając ze sobą głowę pełną marzeń, które od tej chwili zaczną się spełniać. Masa przepięknych miejsc i wspaniałych ludzi,a my siedzimy w swoich małych kanciapach i jako jedyny cel w życiu obieramy sobie spłatę bajońskiego kredytu na mieszkanie. Piękna podróż. Mam w sobie iskierkę nadziei, że pewnego dnia, zanim dostanę decyzję o przyznaniu kredytu na kawalerkę, pójdę za Pana śladem Jest Pan moim idolem ;)

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz:
joomla template