Peru - nie dziala w Internet Explorer

Uwaga nie dziala w przegladarce Internet Explorer

Nie lubie Peru, nie lubie tutejszych ludzi, nie lubie atmosfery, nie lubie drog, nie lubie jedzenia, nie ma tu niczego co mogloby mi sie podobac .

Przekraczam granice i juz ktos probuje mnie naciagnac na drobne kilka dolarow. Wszedzie dookola halas, trabiace samochody, ludzie wykrzykujacy cos na ulicy, sprzedawcy glosno zachecaja do zakupu owocow, warzyw, miesa, itd. Na mnie wszyscy patrza dziwnie – wielki gringo z plecakiem.

TukTuk


Urzad emigracyjny nie zacheca wygladem - odrapane sciany, kilku straznikow, slozby celne i mapa Peru. Niby nic specjalnego, ale przynajmniej uprzejmie i bez wiekszych problemow. Wypelniam kilka dokumentow i ide dalej, a raczej jade bo wskakuje do colectivo i smigam do nastepnego miasta gdzie bede mogl znalezc autobus do kolejnego miejsca odpoczynku, a pozniej kolejnego i kolejnego... od kilkunastu miesiecy tak samo, meczy mnie to.

Jestem chory - nie lubie Peru!... nie moge jesc, nie moge pic, nie moge normalnie spac, nie moge jezdzic stopem... mam dosc wszystkiego i wszystkich. Zatrucie pokarmowe zaczelo sie w Ekwadorze, ale powazniejsze problemy pojawily sie dopiero w Peru. Poki co lecze sie tym co mam,  jesli nie pomoze bede szukac pomocy u specjalistow.

Zakup biletu autobusowego, cena zaledwie o 300% wyzsza niz powinna byc - wsciekly pokazuje kierowcy, ze moze sobie wsadzic taki bilet gdzies, bardzo gleboko i ide pieszo. Trzy bloki dalej cena juz „tylko” 100% wyzsza, kilka minut pozniej zatrzymuje busa i w koncu udaje mi sie zaplacic normalna stawke za bilet.  Takich sytuacji  jest wiecej, spotykam sie z nimi na kazdym kroku, a choroba nie pozwala mi widziec niczego pozytywnego w tego typu zachowaniu. Nie widze w tym nic atrakcyjnego. Powoli ucze sie cen, wiem, ze woda kosztuje 1,5 sola, a nie 5, chleb 1 sol, a nie 3 itd.

Nie lubie Peru... Wszystko mi przeszkadza, nic nie sprawia przyjemnosci. Jestem glodny, ale jesc moge tylko gdy w okolicy jest toaleta. Nie mam sily lapac stopa, wiec pozostaja autobusy, a to znaczy, ze chociaz sa one niezbyt drogie to moj budzet szybko przekracza zalozone wczesniej granice.

Puno


Szare i brudne ulice juz nie sa atrakcyjnie inne, teraz mam ochote zamknac oczy i zniknac z tego miejsca. W autobusie troche lepiej, siedze i nie musze nic robic, ot jade gdzies tam przed siebie. Zamykam oczy i chce zasnac, zeby tylko nie czuc bolu. Nie ebdzie to jednak takie proste, tuz nade mna, glosnik wyrzuca z siebie dzwieki lokalnej muzyki. Pierwsza godzina jeszcze do przezycia, ale kazda nastepna to juz tortura... musze sie przyzwyczaic - tak bedzie caly czas.

bez naganiacza ani rusz - kazdy autobus to conajmniej dwie osoby, kierowca i naganiacz klientow, ktory co chwile wykrzykuje nazwe trasy i zacheca ludzi do jazdy wlasnie tym autobusem


Kilka dni pozniej, kilkaset kilometrow dalej, zaczynam czuc sie lepiej. Leki dzialaj, goraczka przechodzi, biegunka juz nie meczy tak jak wczesniej, moge juz jesc ryz i chleb. ...... miasto w oklicy, ktorego jestem,  w przeszlosci centrum kultury ..... Sprawdzam co, jak  i wybieram sie na pobliska pustynie obejrzec pozostalosci po swiatyni ... . Pustynny wiatr ma swoj specyficzny smak, uwielbiam go tak abrdzo, ze nawet zle samopoczucie nie przeszkadza mi w czerpaniu przyjemnosci ze spaceru po pustkowiu.


Wieczorem goraczka powraca, nie mam nawet sily pojsc do toalety. Ludzie u ktorych mieszkam zaniepokojeni chca mnie nastepnego dnia zabrac do lekarza, grzecznie dziekuje i biore nowa porcje lekow - Jade do Limy.

Ciagle nie lubie Peru, ale... leki zaczynaja dzialac, powoli nabieram sil, a samopoczucie zaczyna sie poprawiac. Ide obejrzec miasto, a tam wszystko jakby w innych kolorach -  sprzedawcy juz nie mecza tak jak wczesniej, dzwieki juz nie sa tak dokuczliwe, zaczynam dostrzegac piekno okolicznej arhitektury, zyczliwosc peruwianczykow, uliczne zycie i jego barwy sa o wile bardziej jaskrawe niz do tej pory - wracam do zywych. 


Lima to 9 milionowy moloch, ale nie przeraza swoja wielkoscia tak jakby to moglo sie wydawac. Spaceruje waskimi iliczkami, zagladam do bram i zakamarkow cieszac oczy wszytkim tym co moge ujrzec z ukrycia. W jednej z mniejszych uliczek studenci przygotowuja sie do demonstracji – na pierwszy rzut oka widac, ze rozruby nie bedzie, to nie ten typ ludzi, ale problemy te same, oczekuja od rzadu wiekszych nakladow na edukacje.

Uliczna szkola szachow


Uliczna potancowka


Godzina, a moze kilkadziesiat krokow dalej, w sumie to nie wiem, nie licze, nie sprawdzam, jestem gdzies w stolicy - tyle wystarcza.  Obok park, kilkanascie pieknych fontann, stare kamienice... a w tym wszystkim ja.  Kupilem bulki, miejscowy salceson, znalazlem niewielki murek i w centrum miasta jem sniadanie. Ciesze sie, ze moge jesc.

Jakis czas pozniej docieram do placu San Martin, gdzie zmeczony, w promieniach slonca zasypiam oparty o plecak. Nie jest mi dane wypoczac, jeszcze nie teraz - dzieci biegajace za golebiami ze skutecnoscia porownywalna do budzika budza i nie daja wrocic do snu, moze to i dobrze, czas znalezc miejsce na nocleg. Telefon do Martina z couchsurfingu  i juz wszystko zalatwione, latwo, prosto i bez komplikacji. Czuje sie coraz lepiej, po drodze –pokusa nie do odparcia – lody, cena 30 gr, pierwszy raz od kilku miesiecy.

Festiwal Peruwianskiej kuchni -  szkoda, ze nie dla mnie


Zatrucie prawie minelo, spotkalem fajnych ludzi i w koncu zaczalem odczuwac przyjemnosc z pobytu w Peru.

Nocny spacer w parku fontann

Fontanna i laserowe obrazy 3D


Wracam do jazdy autostopem, kierunek Nazca. Kilka godzin czekania i pedze w ciezarowce w kierunku jaki obralem. Po drodze pustynia, tylko pustynia, po zaledwie 30 minutach mam dosc podziwiania krajobrazow i koncentruje sie na nauce hiszpanskiego.


Do celu podrozy docieram poznym poludniem... wskakuje na wieze, z ktorej moge podziwiac rysunki stworzone przez Indian prawie 2 tysiace lat temu... myslalem, za sa troche wiekszeJ. Ale czego moge oczekiwac, stojac na zaledwie kilkunastometrowej wiezy. Przyjemnosc ogladania tych wiekszych i bardziej imponujacych z pokladu malego samolotu kosztuje conajmniej 80 dolarow, dla mnie stanowczo za duzo. No nic, ogladam to co moge zobaczyc i wracam na droge lapac stopa.


Zoladek znow zaczyna wariowac. Do tej pory myslalem, ze to zwykle zmeczenie podroza przez pustynie, rzeczywistosc niestety okazuje sie „troche” bardziej klopotliwa. Znow jest zle, pod wieczor ledwo mam sile chodzic. Nie mam ochoty podziwiac niczego w okolicy, znow mysle tylko otym aby zapasc w sen, choc w moim stanie to tez moze byc niebezpieczne (ale to zostawiam waszej wyobrazniJ).  Rezygnuje z wyjazdu do Cusco, kieruje sie do Arequipa, a tam ide do Hostelu, to „juz” 5 raz podczas tej podrozy. Odpoczywam i biore nowe leki, ciagle oslabiony robie dobra mine do zlej gry. Panika w PL jaka szaczela sie po glupim wpisie na facebooku spowodowala, ze juz nie opowiadam innym co sie ze mna dzieje, ot czekam az bedzie lepiej.


Dwa dni pozniej, ciagle ledwo zywy trafiam na super okazje – kilkudniowa praca w knajpie z owocami morza – nie wazne, ze ledwo zyje..., nie wazne, ze to co zjem w krotkim czasie zwracam... pracuje i jem ile wlezieJ pozniej bede tego zalowac, bardzo bede tego zalowac, ale trudno, jakos przezyje, nie zmarnuje takiej okazji:)


Jade dalej na poludnie. Puno - mala miescina po drodze. Spodziewalem sie czegos ciekawszego w okolicy slawnego jeziora Titicaca, czyli zbiornika wodnego znajdujacego sie na wysokosci powyzej 3000 mnpm.  Jest brzydko, brudno i glosno, a ja ciagle nie czuje sie najlepiej. Humor poprawia mi sie gdy wychodze  poza miasto. Maszeruje obok  jeziora, z jednej strony stepy , z drugiej woda, duzo wody, a w oddali zaledwie kilka domow.



Namiot rozbilem w jednej z niewielkich zagrod do hodowli cuy, czyli po naszemu swinek morskich, miejscowego przysmaku, ktorego niestety ze wzgledu na fakt iz nawet nei moge patrzec na mieso nie sprobowalem.

Stacja benzynowa :)


i przewoz zwierzat...


Pod koniec pobytu w Peru,  zaczynam lubic ten kraj..

wiecej zdjec na

http://placeknow.com/user/onemantrip-41.html

Komentarze (3)
..
1 piątek, 20 stycznia 2012 15:21
Elvira
Ślędzę Twojego bloga od samego początku. Wiem, jak się choruje lub jest ciężko fizycznie to żadne widoki i przygody nie są już nawet o połowe przyjemne, ale to naprawdę jest przygodą życia (sam o tym na pewno wiesz). Mam kilka rad:
- latem podróżując po Bałkanach i nie mając pieniędzy, wchodziliśmy do knajp i prosiliśmy o jedzienie lub resztki. W 90% dostawaliśmy to, o co prosiliśmy, nawet raz cały posiłek na talerzu Tak działa psychologia - prawie nikt nie odmawia młodym turystom, którzy proszą tylko o jedzienie nie pieniądze. Prosiliśmy miejscowych nam napisać tekst z prośbą o jedzenie w języku danego kraju na wypadek gdy pracujący w knajpie nie rozmawia po angielsku. Trzeba tylko przełamać poczucie wstydu, które nam nauczono w dzieciństwu.
- Polscy podróżnicy Kinga i Chopin łapali na stopa jachty i prywatne samoloty :) Zawsze można spróbować! :)

Życzę najwspanialszych przygód!
Re:
2 niedziela, 22 stycznia 2012 03:56
marek
Dzieki za info, od dawna tak robie i wiem ze dziala, z jedna roznica... ja nie prosze o jedzenie, a pytam czy nie maja jakiejs pracy na godzine albo dwie wzamian za jedzenie. Z drugiej strony zywnosc w Am. Centralnej i Poludniowej jest tania, wiec da sie przezyc, moze nie w luksusach, ale na kilka kilogramow bananow starczy :)
Co do srodkow transportu, to z samolotami nie probowalem, jachty - polecam kazdemu :)
...
3 poniedziałek, 23 stycznia 2012 13:03
YoAsia
Gdyby nie odpowiedź na komentarz w dniu wczorajszym, pomyślałabym, że naszego szanownego podróżnika zżarli tubylcy. :)
Dalej Peru?

Pozdrowienia z Wałbrzycha,
jp

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz:
joomla template