Blog

Malezja

Scritto da Administrator Domenica 06 Maggio 2012 23:55

There are no translations available.

Wyjść do świata z pragnieniem i uzyskać satysfakcjonującą odpowiedz, każdy tego by chciał -  chciałem i ja. Zmęczony 22 miesiącami podróży, w ciągłej niepewności, z odmrożeniami, poparzeniami oraz niedoborem wszystkiego, prysznica, jedzenia, wody, cukru, itd.   Wybrałem kierunek Azja ...  czyli jedziemy komfortowo :)

Indonezja szybko odeszła w zapomnienie. Nie było źle, ciekawy kraj, ludzie, kultura, to właśnie tam paliłem najlepsze papierosy na świecie, święto ciszy na Bali, problemy ze strażą religijna, itd. Niestety spędziłem tam zaledwie kilka dni, może następnym razem będzie mi dane zgubić się w tej krainie na trochę dłużej, póki co powstało pytanie - gdzie by tu dalej? Singapur tylko przejazdem i...
Uprzejme skinienie głową, szybki ruch reki, charakterystyczne „klik” i pieczątka dająca prawo wjazdu do Malezji już w paszporcie. Plan na najbliższe godziny: 1. Jedzenie, 2. Jedzenie, 3. Przedrzeć się przez Johor Bahru (graniczne miasto), 4. Złapać stopa, 5. Gdzieś dojechać (nie ma znaczenia gdzie dokładnie, oby tylko było jedzenie)

Zaczynam wariować na punkcie azjatyckiej kuchni, a biorąc pod uwagę fakt, iż w trakcie podróży straciłem około 20kg, stać mnie było na owsiankę, banany oraz chleb, gdzie to ostatnie traktowałem jak produkt wyższej klasy, gdzie cukier podkradany ze stacji benzynowych był rarytasem dostępnym tylko w wyjątkowych okolicznościach to nie może dziwić, ze będąc w Azji, postanowiłem ucztować (oczywiście w ramach zdrowego rozsądku, posiłek  za 1 - 2 dolary wystarczy)


Trzy pierwsze punktu to nie problem, ale przy czwartym wystąpiły pewne komplikacje. Ten który jechał przez Azję autostopem wie o czym pisze. Tzn. auto... co? Ale przepraszam, o czym pan mówi? jak to, nie ma pan pieniędzy? może podwieźć na dworzec? Osobniki na tyle znające angielski by moc zadać pytanie, dziwiły się, ze można podróżować  bez pieniędzy  i szybko odjeżdżały zostawiając mnie samego na poboczu drogi. Tak wiec nie pozostało mi nic innego niż czekać, aż trafie na kogoś bardziej obeznanego z tym sposobem podróżowania. Szczęśliwie, już po kilku godzinach trafiłem na Jimmiego i jego żonę, którzy zabrali mnie do swojej rodziny i w ciągu kilku następnych dni postanowili zapoznać mnie z kulturą i zwyczajami Malezyjczyków chińskiego pochodzenia.

Durian! Król owoców! Jedni go kochają, inni nienawidzą. Ale każdy kto wybierze się do Azji południowo wschodniej, prędzej czy później trafi na ten gigantyczny owoc. Jeśli nie na straganie albo w  sklepie, to na pewno zauważy tabliczki informujące o zakazie spożywania i wnoszenia tego przysmaku do miejsc publicznych. Chciałoby się spytać, czemu aż takie restrykcje? przecież to tylko owoc. Odpowiedz jest prosta, Durian nie jest zwykłym owocem, Durian śmierdzi! Cuchnie! przyprawia o mdłości i czasem o wymioty. Co ciekawe, ja lubię ten zapach, wiec nie potrafię opisać tego "smrodu" w jakiś szczególnie negatywny sposób. Jednak opierając się na opisach osób spotkanych w podróży, oraz wyczytane na blogach to jego zapach jest połączeniem smrodu padliny, słodkawej cebuli  i innych najgorszych. Dla mnie to po prostu dziwna słodkawa woń :) ale... zapach to jedno, a gdy dodamy do tego  budyniowatą konsystencję i  waniliowo-migdałowo-śmietankowy smak otrzymujemy mieszankę, która dla wielu jest barierą nie do przebycia. Jakby nie było, spotkanie z tym owocem na pewno jest niezapomnianym doświadczeniem

uwaga! podczas jedzenia owocu  nie wolno pić alkoholu, podobno jakiś jego składnik, w reakcji z alkoholem powoduje śmiertelną mieszankę - czy to prawda, nie wiem, ale sam doświadczyłem "ataku" gorąca, zaraz po zjedzeniu dużej ilości miąższu, tak bardzo, że musiałem wziąć zimny prysznic i wypić kilka szklanek zimnej wody.

Na kolejnych zdjęciach Jimmy Chin i jego rodzina. Spotkałem ich na drodze do Malaki, a po 2 godzinach wspólnej podróży zaproponowali mi abym spędził z nimi kilka dni, podczas których mogłem poznać kulturę i religię Malezyjskich chińczyków.

Chiński cmentarz i palenie papierowych darów dla zmarłych, pieniądze, domy, samochody, wszystko co może przydać się w zaświatach


















 

Sinagapur

Scritto da Administrator Lunedì 16 Aprile 2012 07:05

There are no translations available.

Trafiłem tu przypadkiem, ot jakoś tak wyszło, ze trzeba było kupić bilet wyjazdowy z Indonezji (wszyscy wiedza, ze każdy turysta marzy tylko o tym, aby osiedlić się w Indonezji i pozostać tam na zawsze), a ze lot do Singapuru był najtańszy to padło na to państwo-miasto.

Jeszcze tylko nocleg w muzułmańskiej modlitewni na lotnisku, 3 godziny lotu i bylem na miejscu...



Male Indie, China town, mala Arabia, duzo bialych, miks narodowosciowy, kulturowy, religijny, niby powinno byc ciekawie, a jest... nudno. Kilkugodzinny spacer nie poprawia oceny tego miejsca, wynik: duze azjatyckie miasto w europejskim stylu; i tylko jena mysl: trzeba stad jak najszybciej spadac





Kuchnia hinduska na wysokim poziomie, tak samo jak ceny. 9 dolarow za posilek dla czlowieka, ktory przez 22 miesiace zyl za 2 dolary dziennie to stanowczo za duzo. ale coz... Australia dala zarobic, to dajmy i my :)



wszedzie tylko zakazy, nakazay, kary...








3 dni i uciekam.

malo pisania o malo ciekawym (wg mnie:) zakatku swiata

   

Pagina 4 di 61

<< Inizio < Prec. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Succ. > Fine >>
joomla template