Blog

Bezpieczenstwo

Friday, 24 June 2011 08:24

There are no translations available.

Spacerujac przez miasta Am. Centralnej mozna odniesc wrazenie, jestesm ktorym lada chwila rozpocznie sie wojna domowa. Wynika to z faktu, iz  bron widoczna jest na kazdym kroku. Patrole policji, wojska i ochrona sklepow, wszyscy uzbrojeni w karabiny, strzelby, pistolety. Ale co tam, widac taki to juz region, przynajmniej czlowiek czuje sie “bezpiecznie”.



Inaczej sprawa wyglada kiedy auto, ktorym sie przemieszczam z jednego do drugiego miasta jest zatrzymane przez uzbrojona grupe okolo 10 mezczyzn i ich ciezarowki, tarasujace przejazd. Do glowy przychodza tylko dziwne mysli. Jakis napad? Porwanie? Nie… to Gwatemala, ot jednemu z farmerow zepsul sie samochod, wiec przyjechali znajomi aby mu pomoc, a ze w tym rejonie kazdy nosi bron, to sytuacja wyglada dosc dziwnie - Przynajmniej dla mnie.
Czy chcialem, czy nie, to do broni palnej musialem sie przyzwyczaic. Siedzisz na ulicy i zajadasz sie kurczakiem z frytkami (najtansze zarcie jakie jadlem – 1,4 PLN za calkiem spora porcje), a goscie siedzacy obok Ciebie uzbrojeni po zeby, wchodzisz do sklepu spozywczego, a kazdy z klientow ma bron, pijesz cole w barze na rogu, wszyscy dookola uzbrojeni - widac taka lokalna moda. Trzeba im jednak przyznac, ze to co nosza i uzywaja to nie taki zwykly kawalek metalu. Wyglada na to, ze bron, tak samo jak samochod, komorka itd. jest tutaj  przedluzeniem penisa. Kazdy pistolet, ktory widzialem jest w jakis sposob zdobiony – ryciny, masa perlowa, metale szlachetne, to tyle ile udalo mi sie zauwazyc na ulicy, a jakie oni tam jeszcze skarby skrywaja to juz tylko lokalni wiedza.

 

Marzenia

Sunday, 19 June 2011 07:57

There are no translations available.

Ostatnich kilka dni spedzilem w San Pedro Sula (Honduras), u Davida, jednego z couchsurferow. Pisze o tym z pewnego konkretnego powodu, a mianowicie...

David dwa lata temu odszedl z pracy w jednej z miedzynarodowych korporacji i postanowil zrealizowac marzenie. Od dziecinstwa interesowal sie fotografia, moze nie robil zbyt duzo w kierunku rozwijania swojego hobby, ale aparat posiadal, a nawet podczas studiow udalo mu sie wziac udzial w kursie fotograficznym zorganizowanym gdzies w Europie. Kiedy nadszedl moment, w ktorym zdecydowal, ze ma dosc pracy w biurze postanowil wykorzystac swoje oszczednosci i zaryzykowac. Otworzyl mala pracownie fotograficzna, z zalozeniem, ze bedzie robic to co sprawia mu przyjemnosc i jest zgodne z jego zainteresowaniami. W tej chwili, czyli 2 lata pozniej, jest jednym z lepszych fotografow w swoim miescie. Pracuje duzo, ale jak sam twierdzi, nie dosc, ze sam organizuje sobie czas to praca jest teraz rowniez zabawa, wiec 12, czy 14 godzin w pracowni nie jest tak bardzo meczace.

Sprobowal i wygral!

   

Zgubiony - San Pedro Sula

Thursday, 16 June 2011 07:52

There are no translations available.

Jestem w obcym miescie w Hondurasie, wyrozniam sie wygladem, kolorem skory, niose wielki plecak i do tego kierowca autobusu miejskiego zrobil mnie w konia, wysadzajac w najgorszej czesci miasta, w ktorej nawet sklep ze slodyczami ma ochrone uzbrojana w bron palna. Nie mam pieniedzy na taksowke, zbliza sie noc, a miejscowi nie sa w stanie nawet powiedziec w jakiej czesci miasta sie znajduje i ktora ulica isc aby dotrzec do centrum (nieznajomosc miejsc w ktorym mieszkaja, to typowa przypadlosc, gdzie bym nie byl, to ludzie nie wiedza jak dojechac do najblizszego miasta, a odleglosci rzedu 2-3 km sa dla nich czyms niewyobrazalnym -  taki dystans to tylko autobusem, o pieszej wedrowce nie ma mowy)

Tak wiec blakam sie po okolicy uwazajac tylko czy nie zapuszczam sie w zbyt odludne miejsca i szukam jak glupi drogi do centrum. Dookola masa dziwnych ludzi, ktorzy katem oka przygladaja sie mojej osobie – jedyny bialy w okolicy, nie to miejsce i nie ten czas. Kolorow calej sytuacji dodaja ochroniarze uzbrojeni w karabiny i stojacy na kazdym rogu, pilnujac by ktos przypadkiem nie zechcial dokonac napadu na sklep spozywczy, apteke lub budke z hotdogami. Na pocieszenie w opisanej sytuacji zostalo mi tylko to, ze mam calkiem niezla orientacje w terenie. Zatem z dusza na ramieniu, scisnietym gardlem, caly spocony, ale zywy i ciagle z taka sama iloscia rzeczy w plecaku, zaledwie po 40 minutach docieram do centrum, a kilkanascie minut pozniej jestem juz u couchsurfera i rozkoszuje sie wieczornym papieroskiem.


   

Gwatemala/Honduras

Tuesday, 14 June 2011 07:12

There are no translations available.


Obudzic sie rano, wziac gleboki wdech i poczuc radosc rozpierajaca piers od samego zapachu powietrza. Namiot rozstawiony w lesie, gdzies po drodze z Coban do Gwatemala City. Cisza, spokoj i te wspaniale widoki - jestem na wysokosci okolo 2800m.n.p.m., godzina 6 rano, wilgotne powietrze powoli nagrzewa sie od porannego sloncam.

Wychodze na droge, ktora wynurza sie z mgly kilkanascie metrow za mna i niknie w takiej samej odleglosci w drugim kierunku, po bokach las, a w powietrzu ptaki wyspiewuja piesni poranka.


Kilka munut pozniej sune juz w zamierzonym kierunku na tyle polciezarowki. Mgla w koncu ustepuje, uchylajac rabka tajemnicy jaka skrywala do tej pory - lasy, gory, niewielkie wioski rozrzucone po oklicy i wspanialy widok  z gory na chmury, ktore przeplywaja delikatnie pomiedzy wierzcholkami, opatulaja doliny i zbocza, aby za chwile zniknac badz uleciec w inne miejsce.


Widoki takie jak te zazwyczaj laduja hurraoptymizmem moje baterie na kilkanascie godzin, co jest szczegolne wazne w tej chwili, gdyz moje pozytywne nastawienie w ostatnich dniach jakby powoli zaczelo sie ulatniac.

Dalszy kierunek jaki obralem nie byl przypadkowy - dzieki pomocy kuzynki znalazlem adres braci kapucynow, ktorzy w Ameryce Centralnej prowadza misje katolicka. A poniewaz kilka tygodni temu zrodzila sie we mnie potrzeba przeczytania Bibli w jezyku ojczystym, to postanowilem skorzystac z okazji i odwiedzic rodakow.


Po drodze maly problem. Chwila nieuwagi, kilkunastominutowa drzemka i okazuje sie, ze zamiast jechac w kierunku Hondurasu jestem na drodze do Gwatemala City. Kierowca wpadl na “swietny” pomysl i wybral dla mnie “lepsza” droge na poludnie. Szkoda tylko, ze nie pomyslal, ze na tej alternatywnej trasie moze byc mniejszy ruch oraz duzo bardziej niebezpiecznie. W taki oto sposob prawie wyladowalem w stolicy Gwatemalii, ktora uwazana jest za jedno z najniebezpieczniejszych miast swiata:) Z przedmiesc, gdzie sie zatrzymalem, dosc szybko sie ulotnilem. Nastepnie, dzieki pomocy pracownikow stacji benzynowej, ktorzy to zaopiekowali sie mna, w ciagu zaledwie kulku godzin udalo mi sie znalezc transport w zaplanowanym kierunku. Nocleg w krzakach, szybkie pakowanie i juz siedze na sportowym motocyklu, ktory mknie z zawrotna predkoscia, wyprzedza wszystko co na drodze, a sam ledwo sie nie rozpadnie. Wyobrazcie sobie prawie 2 metrowego faceta z wielkim plecakiem, na motocyklu, ktorego kierowca jest o polowe mniejszy ode  mnie – normalnie kabaret – choc mnie do smiechu nie bylo. Pod wieczor dotarlem do Quezaltepeque, znalazlem brata Bogdana i   poniewaz na plebani nie bylo warunkow do noclegu, wyladowalem w malym hoteliku, ktory zorganizowal mi brat Bogdan:) Przyszedl czas odpoczynku, lozko, prysznic, telewizor, male robaczki w lozku, wieksze robaczki za lozkiem, nieznosny upal – jak dla mnie luksus:)

Nastepny punkt programu to Honduras i Copan Ruins – jesli kiedykolwiek zdazy sie, ze odwiedzicie to miejsce to pamietajcie – nie jest tam tanio. Wejscie na teren dawnego, miasta Majow to koszt $15 dol, czyli przekraczam granice i w ciagu kilki godzin moj tygodniowy budzet zmniejszyl sie o polowe. Ale co tam… warto bylo. Moze wynikalo to z faktu, iz nie bylem zmeczony, moze dlatego ze nie bylem glodny i ogolnie wszystko bylo okay, ale Copan Ruins zrobily na mnie duzo wieksze wrazenie niz ruiny, ktore widzialem w Meksyku.




   

55 Tydzien – Gwatemala, czyli podroze po okolicy

Monday, 06 June 2011 00:29

There are no translations available.


Wraz z nadejsciem nowego tygodnia, postanowilem odwiedzic jeszcze jedna osobe z Peace Corp, ktora mieszka w pobliskim miasteczku. Ruszylem tam z moim dotychczasowym hostem - Alyssa, ktora dzien pozniej miala wyruszyc na polnoc, czyli w przeciwnym do mojego kierunku podrozy. Po drodze jak zwykle sensacja – dwojka gringo, o wzroscie przekraczajacym wszelkie Gwatemalskie normy idzie przez wies, dziewczyna ma blond wlosy, a chlopak brode, sa biali i dziwnie ubrani. Wystarczajacy powod, aby dzieci towarzyszyly nam przez kilkanascie minut marszu, a wszyscy okoliczni mieszkancy wygladali przez okna i z zaciekawieniem sie przygladali – cyrk przyjechal do miasteczka!

Po drodze do nowego miejsca odpoczynku, swietna wiadomosc – Alyssa nie nie musi jechac na konferencje, ktora ze wzgledu na niebezpieczna sytuacje w polnocnych prowincjach zostala odwolana. To znaczy, ze jedziemy razem do… hmmm… no wlasnie, gdzie? Kilkanascie minut zastanawiania sie i juz wiedzielismy:), na poczatek ceremonia ognia Majow na jednym z wulkanow, a dzien pozniej jezioro Atitlan. Humory perfekcyjne, wiec nawet fakt, ze okazja, ktora zlapalismy (platna) nagle przestala sie przemieszczac – czyt. zabraklo paliwa, wiec trzeba bylo pchac, na szczescie tylko troche bo pozniej bylo tylko z gorki:)

Na poczatek wycieczka do Xela, pyszna kawa i ciastka, lody, wieczorem koncert na dachu jednego z budynkow i uliczne jedzenie. Oczywiscie bylo tam jeszcze troche wiecej szczegolow, ale o tym jak zwykle opowiem w przyszlosci:)


Dzien pozniej ruszamy, na jeden z okolicznych wulkanow aby tam podziwiac ceremonia ognia, czyli tradycyjne modly Majow podczas ktorych prosza i dziekuja Bogu za pomoc. 





W kraterze nieaktywnego wulkanu male jeziorko odbijajace blask niebieskiego nieba i skupiajace w sobie wszystko to co dzialo sie dookola. Gdzie nie spojrzec Majowie odprawiajacy modlitewne rytualy. Atmosfera, w ktorej czuc miejsce i czas, chwile w ktorych wszytko co widac dookola  przenika cie cala swoja moca. Z jednej storny ludzie tak bardzo podobni do tych, ktorych widzimy w kazdym innym miejscu swiata – w skupieniu prosza Boga, badz Bogow o pomoc, o te drobne sprawy zwiazane z zyciem codziennym, dziekuja za dobro, ktore ich spotyka i licza, ze ich prosby zostana wysluchane. Wszystko to tak samo powtarzalne, bez znaczenia na miejsce, czas, rase czy jezyk. w moc miejsca i prosb wznoszonych przez ludnosc. Z drugiej strony kolory, ktore widzisz dookola, twarze, sposob odprwiania modlow i zapach powietrza sa tak odmienne, ze nie wazne jak bardzo bys sie staral to zawsze bedziesz wiedziec, ze jestes w innej rzeczywistosci. To nie jest Polska, to nie Europa, to nie zachodnia cywilizacja -  tutaj widzisz wieki kultury, ktora kwitla setki lat temu i ktora upadla setki lat temu. Rozkladaja swoje dary na ziemi i modla sie w intencji osob, ktore kochaja, badz ktorym ot poprostu chca pomoc. Po kolei wrzucaja do ognia cukier, owoce, warzywa, kolorowe kwiaty, swiece, itd., nie ma regol, ktore mowia co mozna, a czego nie mozna ofiarowac ogniowi. Wszystko zalezy od osoby, ktora prowadzi ceremonia.

Moment, w ktorym zza drzew zaczela wypelzac mgla i powoli zakrywala swoim plaszczem ludzi i okolice mial iscie magiczny wyraz, ktorego na dlugo nie zapomne. Szczegolnie chwila, w ktorej Jesse po pniach powalonych drzew wyszedl prawie na srodek jeziora i zaczal grac na flecie melodie, ktore przerywajac cisze, napelnily wszystkich radoscia i spokojem. 



Podczas ceremonia ognia poznalem Terry, kobiete ktora jak sie pozniej okazalo prowadzi hotel nad jeziorem Atitlan, czyli dokladnie tam gdzie planowalismy sie udac z Alyssa. Kilka minut rozmowy i Terry zaproponowala nam, ze bez problemow mozemy zostac u niej kilka dni, z czego oczywiscie z przyjemnoscia skorzystalismy:)

Aby dostac sie do wioski musielismy przeprawic sie przez jezioro. Znalezienie srodka transportu nie bylo problemem. Chwile pozniej mialem wrazenie, ze do lodzi wsiadlem w Gwatemalii, a kilkanascie minut pozniej wysiadlem w raju.



Gdy dotarlismy do miejsca, w ktorym mielismy spedzic nastepnych kilka dni, doslownie oniemialem z radosci – dom na drzewie, otoczony pieknym tropikalnym ogrodem, a wszedzie dookola spokoj i atmosfera medytacji. 


I jak ja mam sie nie ekscytowac swiatem oraz ludzmi, ktorych spotykam na swojej drodze, kiedy co chwila przydarzaja mi sie takie sytuacje. 


   

Page 9 of 25

<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Next > End >>
joomla template